jedzenie

Szanowny Użytkowniku,

Zanim zaakceptujesz pliki "cookies" lub zamkniesz to okno, prosimy Cię o zapoznanie się z poniższymi informacjami. Prosimy o dobrowolne wyrażenie zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz udostępniamy informacje dotyczące plików "cookies" oraz przetwarzania Twoich danych osobowych. Poprzez kliknięcie przycisku "Akceptuję wszystkie" wyrażasz zgodę na przedstawione poniżej warunki. Masz również możliwość odmówienia zgody lub ograniczenia jej zakresu.

1. Wyrażenie Zgody.

Jeśli wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych Zaufanych Partnerów, które udostępniasz w historii przeglądania stron internetowych i aplikacji w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i aplikacjach w celu określenia Twoich potencjalnych zainteresowań w celu dostosowania reklamy i oferty), w tym umieszczanie znaczników internetowych (plików "cookies" itp.) na Twoich urządzeniach oraz odczytywanie takich znaczników, proszę kliknij przycisk „Akceptuję wszystkie”.

Jeśli nie chcesz wyrazić zgody lub chcesz ograniczyć jej zakres, proszę kliknij „Zarządzaj zgodami”.

Wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Możesz zmieniać zakres zgody, w tym również wycofać ją w pełni, poprzez kliknięcie przycisku „Zarządzaj zgodami”.



Artykuł Dodaj artykuł

Miód z importu. I co z tego?

16-03-2026, 10:38

miód

Od czerwca sprawdzisz skąd pochodzi miód w słoiku na sklepowej półce. Nowe przepisy unijne zobowiążą producentów do podawania na etykiecie dokładnego wykazu krajów, z których pochodzi miód wraz z procentowym udziałem każdego z nich. Branża przyjmuje zmianę z zadowoleniem, ale ostrzega przed pochopnymi wnioskami: „polski" czy „chiński" na etykiecie nie przesądza ani o smaku, ani o wartości produktu.

Pszczoła nie zna granic

Dla wielu konsumentów wraz ze słowem „import" pojawia się znak ostrzegawczy, a tymczasem pszczelarze i technolodzy żywności są zgodni: pszczoła miodna to jeden gatunek, jeden instynkt i jeden sposób pracy. Niezależnie od tego czy lata nad Mazowszem, Bałkanami czy Ukrainą. Miód z importu nie jest z definicji gorszy, tak jak krajowy nie jest z definicji lepszy.

– Konsument oczywiście ma prawo wiedzieć, skąd pochodzi produkt. Warto jednak pamiętać, że miód pozostaje miodem niezależnie od kraju pochodzenia. O jego jakości decydują przede wszystkim standardy produkcji, kontrola jakości oraz warunki środowiskowe – mówi Przemysław Rujna, sekretarz generalny Polskiej Izby Miodu.

Choć zmiana ma zwiększyć przejrzystość rynku i dostarczyć konsumentom więcej informacji, eksperci podkreślają, że podział na miód „lokalny” i „importowany” bywa w debacie publicznej dużym uproszczeniem.

Import to nie wybór

Za zmianami przepisów stoi też twarda rzeczywistość: w Polsce produkcja miodu w 2025 roku nie przekroczyła 17 tys. ton to o 40% mniej niż w dobrych sezonach. Średni zbiór z jednego ula? Zaledwie 10–12 kg, a w wielu regionach poniżej 8 kg. Podobnie wygląda sytuacja w całej Unii. Europejska produkcja spadła o ok. 35% i dziś pokrywa zaledwie 55–60% zapotrzebowania. Szczególnie brakuje popularnych miodów odmianowych: akacjowego, lipowego, gryczanego, spadziowego.

- To nie jest kwestia wyboru, lecz rynkowej konieczności – mówi Rujna. – Polska nie wyprodukuje dziś tyle miodu, ile potrzebuje. Europa zresztą też nie, bo pokrywa zaledwie połowę własnego zapotrzebowania. Gdybyśmy dziś odcięli import, półki byłyby po prostu puste. – dodaje Sekretarz Generalny Polskiej Izby Miodu.

A miód stałby się produktem luksusowym dostępnym dla nielicznych.

Zamieszanie na półkach

Nowe oznaczenia nie zastąpią dotychczasowych od razu. Przez jakiś czas na sklepowych półkach będą funkcjonować równolegle trzy systemy: stare ogólne etykiety („mieszanka z UE i spoza UE"), oznaczenia z krajami bez procentów (obowiązkowe dla polskich producentów od kwietnia 2024 r.) oraz nowe z dokładnymi udziałami procentowymi.

Podawanie udziałów procentowych brzmi precyzyjnie. Ale jak je sprawdzić? Dyrektywa unijna wskazuje na nowoczesne metody: spektroskopię, analizę pyłkową, chemometrię czy izotopową analizę pierwiastków. Warto zauważyć, że analiza DNA, tak często pojawiająca się np. w mediach, na razie nie spełnia wymagań kontroli urzędowej.

– Miód to bardzo złożona mieszanina. Metody molekularne są wrażliwe na obecność pyłku i sposób przetwarzania, a bazy danych niewystarczające. Dziś nie są ani powtarzalne, ani wystandaryzowane – tłumaczy dr hab. inż. Joanna Katarzyna Banach, prof. UWM w Olsztynie, ekspertka ds. jakości i autentyczności żywności.

Nowe etykiety będą więc przede wszystkim narzędziem informacyjnym, a nie gwarancją jakości. A ta zależy nie od adresu pasieki na mapie, ale od tego, co rzeczywiście trafia do słoika. Najważniejsze pozostaje jedno: aby miód był produktem autentycznym, bezpiecznym i spełniającym wszystkie standardy jakości.

Artykuł zewnętrzny