jedzenie

Szanowny Użytkowniku,

Zanim zaakceptujesz pliki "cookies" lub zamkniesz to okno, prosimy Cię o zapoznanie się z poniższymi informacjami. Prosimy o dobrowolne wyrażenie zgody na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych partnerów biznesowych oraz udostępniamy informacje dotyczące plików "cookies" oraz przetwarzania Twoich danych osobowych. Poprzez kliknięcie przycisku "Akceptuję wszystkie" wyrażasz zgodę na przedstawione poniżej warunki. Masz również możliwość odmówienia zgody lub ograniczenia jej zakresu.

1. Wyrażenie Zgody.

Jeśli wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych przez naszych Zaufanych Partnerów, które udostępniasz w historii przeglądania stron internetowych i aplikacji w celach marketingowych (obejmujących zautomatyzowaną analizę Twojej aktywności na stronach internetowych i aplikacjach w celu określenia Twoich potencjalnych zainteresowań w celu dostosowania reklamy i oferty), w tym umieszczanie znaczników internetowych (plików "cookies" itp.) na Twoich urządzeniach oraz odczytywanie takich znaczników, proszę kliknij przycisk „Akceptuję wszystkie”.

Jeśli nie chcesz wyrazić zgody lub chcesz ograniczyć jej zakres, proszę kliknij „Zarządzaj zgodami”.

Wyrażenie zgody jest całkowicie dobrowolne. Możesz zmieniać zakres zgody, w tym również wycofać ją w pełni, poprzez kliknięcie przycisku „Zarządzaj zgodami”.



Artykuł Dodaj artykuł

„Nie ma czego skupować”. Polski miód znika z rynku

28-09-2026, 12:51

„Nie ma czego skupować”. Polski miód znika z rynku

Po trudnym tegorocznym sezonie polski rynek miodu znalazł się w nowej sytuacji: coraz większym problemem nie jest już sprzedaż zapasów, ale dostępność krajowego surowca. Skupy szukają miodu i podnoszą ceny, jednak branża wskazuje, że tegoroczne zbiory są zbyt małe, by odpowiedzieć na całe zapotrzebowanie rynku.

Brakuje tegorocznego surowca

Jeszcze kilka miesięcy temu polski rynek miodu mierzył się z nadmiarem zapasów i problemami ze sprzedażą. Dziś sytuacja zaczyna wyglądać zupełnie inaczej - krajowego miodu zaczyna brakować, a firmy skupujące surowiec coraz intensywniej szukają dostępnych partii.

- Skupy stoją puste. Cena oczywiście może rosnąć, ale jeżeli pszczelarze nie mają miodu… to nie ma czego kupić. Z pustego i Salomon nie naleje - mówi Przemysław Rujna, Sekretarz Generalny Polskiej Izby Miodu.

Problemy z pozyskaniem surowca potwierdzają także przedsiębiorstwa zajmujące się skupem i przetwórstwem miodu.

- Pierwszy raz zwróciliśmy się pisemnie do okolicznych związków pszczelarskich o pomoc w skupie polskiego miodu, bo sytuacja jest naprawdę ciężka. Jednakże na tę chwilę odzew jest niewielki - mówi Radosław Janik, prezes Spółdzielni Pszczelarskiej APIS.

I właśnie dostępność surowca, a nie sama jego cena, staje się dziś jednym z najważniejszych problemów branży.

Najpierw przymrozki, później upały

Sezon 2026 od początku nie sprzyjał pszczołom. Wiosenne przymrozki ograniczyły możliwości zbierania nektaru i pyłku. Później przyszły wysokie temperatury, przez które część roślin przekwitała znacznie szybciej niż zwykle.

Takie sygnały płyną od pszczelarzy z różnych regionów kraju. W efekcie nie wszędzie udało się wykorzystać pożytki z akacji czy innych roślin miododajnych, a pozyskanie wyraźnych miodów odmianowych było w tym sezonie szczególnie trudne. W wielu pasiekach dominował przede wszystkim miód wielokwiatowy. Do trudnej pogody dochodziły także straty rodzin pszczelich po zimie oraz problemy z warrozą.

Dla rynku oznacza to jedno: jeżeli podczas kilku kluczowych tygodni sezonu pszczoły nie mogą wykorzystać kwitnienia akacji, lipy czy innych roślin, tego surowca nie da się później „wyprodukować” na żądanie.

- Miód nie jest produktem, przy którym można uruchomić drugą zmianę w fabryce. Jeżeli nie został zebrany wtedy, kiedy był pożytek, to po prostu go nie ma. Możemy podnosić cenę skupu, ale cena nie stworzy dodatkowych ton miodu - mówi Rujna z PIM.

Problem jest głębszy

Pogoda tłumaczy dużą część tegorocznej sytuacji, ale branża od dłuższego czasu zwraca uwagę na problem znacznie bardziej strukturalny: kurczącą się bazę pożytkową. Pszczelarze wskazują na coraz mniejszą dostępność roślin miododajnych, wycinkę drzew i zmiany zachodzące w środowisku. W praktyce oznacza to, że nawet duża liczba rodzin pszczelich nie przekłada się automatycznie na wysoką produkcję miodu.

To szczególnie ważne w Polsce, gdzie liczba rodzin pszczelich jest bardzo duża. Według raportu Instytutu Ogrodnictwa–PIB pod koniec 2025 r. było ich około 2,4 mln, a pszczelarstwem zajmowało się około 96,6 tys. osób. Sama liczba uli nie gwarantuje odpowiednich zbiorów. Pszczoły potrzebują wystarczającej ilości kwitnących roślin w odpowiednim czasie, a także pogody, która pozwala im wykorzystać dostępne pożytki i zebrać nektar.

Polska produkcja bardzo rozdrobniona

Drugi problem ujawnia się dopiero wtedy, gdy firmy skupujące miód zaczynają szukać większych ilości surowca.

Polskie pszczelarstwo jest niezwykle rozdrobnione. Aż 64 proc. pszczelarzy posiada nie więcej niż 20 rodzin pszczelich. Pasieki powyżej 80 rodzin stanowią natomiast tylko 2,3 proc. wszystkich gospodarstw pasiecznych, choć to właśnie większe gospodarstwa mają największe znaczenie dla towarowej podaży miodu. Oznacza to, że 2,4 mln rodzin pszczelich nie przekłada się automatycznie na duże, jednorodne partie miodu, które można łatwo skierować do skupu i przetwórstwa.

- Rynek zaczyna dziś płacić za coś, czego fizycznie jest mało. I dlatego wzrost ceny nie oznacza automatycznie, że nagle pojawi się większa podaż. Tegorocznego polskiego miodu już nie wyprodukujemy drugi raz - podkreśla Polska Izba Miodu.

Dodatkowo sektor wchodził w 2026 r. już osłabiony ekonomicznie. Oficjalny raport Instytutu Ogrodnictwa - PIB stwierdzał, że sytuacja pszczelarstwa w ostatnich latach była trudna, a w przypadku części pasiek półtowarowych i towarowych działalność „graniczyła z opłacalnością”.

Import? W tej sytuacji staje się koniecznością

W debacie o rynku miodu import często przedstawiany jest wyłącznie jako konkurencja dla polskich pszczelarzy. Przy niedoborze krajowego surowca obraz staje się jednak znacznie bardziej złożony. Jeśli krajowe pasieki nie są w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości miodu, brakującego wolumenu nie da się zastąpić deklaracjami ani podwyższeniem ceny skupu.

- Kluczowe jest coś innego: żeby dokładnie wiedzieć, skąd miód pochodzi, żeby był przebadany i żeby konsument miał uczciwą informację o jego pochodzeniu - mówi Sekretarz Polskiej Izby Miodu.

To podejście jest tym istotniejsze, że od 14 czerwca 2026 r. obowiązują nowe przepisy dotyczące oznakowania miodu. W przypadku mieszanek na etykiecie trzeba wskazać kraje pochodzenia w kolejności malejącej według udziału wagowego wraz z procentowym udziałem miodu z każdego z nich. Informacje te muszą znaleźć się w głównym polu widzenia opakowania. Zmiany mają zwiększać przejrzystość łańcucha dostaw i umożliwiać konsumentom dokładniejszą weryfikację pochodzenia produktu.

Przy mniejszej podaży krajowego surowca może to mieć szczególne znaczenie właśnie teraz, gdy na rynku większą rolę będą odgrywać dostawy z zagranicy. Dla konsumentów trudny sezon może oznaczać przede wszystkim mniejszą dostępność części polskich miodów odmianowych. Na rynku nadal pozostają zapasy z wcześniejszych lat, ale tegoroczne zbiory nie zapewniają takiej ilości surowca, jakiej potrzebują skupy i przetwórcy.

Jeszcze niedawno brakowało kupujących. Dziś zaczyna brakować miodu.

Artykuł zewnętrzny