W obliczu rosnących wymagań unijnych strategii, takich jak Europejski Zielony Ład czy „Od pola do stołu”, sektor rolno-spożywczy staje przed koniecznością precyzyjnego dokumentowania swoich działań prośrodowiskowych. Odpowiedzią na te wyzwania jest Program Certyfikacyjny ASAF weryfikujący kwalifikacje zawodowe w kluczowych obszarach produkcji żywności. Inicjatywa ma na celu budowę merytorycznej wiarygodności branży oraz wsparcie firm w raportowaniu śladu środowiskowego ich dostawców i partnerów biznesowych (tzw. Zakres 3). To właśnie na tym etapie, bezpośrednio w gospodarstwach rolnych, powstaje lwia część obciążeń; szacuje się, że w ramach niektórych rodzajów produkcji aż 90% emisji generowanych jest właśnie w Zakresie 3.
W Toruniu zainaugurowano działalność Międzynarodowego Instytutu Chemii Analitycznej Polskiej Akademii Nauk (MIChA PAN) – nowej jednostki badawczej, która będzie rozwijać nowoczesne metody analityczne wspierające ocenę jakości i autentyczności żywności. Powstanie Instytutu otwiera nowe możliwości współpracy pomiędzy środowiskiem naukowym a branżą spożywczą, w tym sektorem pszczelarskim, w zakresie wspólnych badań, rozwoju innowacyjnych metod weryfikacji autentyczności produktów oraz przeciwdziałania ich zafałszowaniom.
Nauka i biznes rozpoczynają strategiczną współpracę, której celem jest lepsze poznanie rynku miodu, zachowań konsumentów oraz wyzwań stojących przed branżą. Podpisane przez Polską Izbę Miodu i Uniwersytet Mikołaja Kopernika porozumienie otwiera drogę do wspólnych badań społecznych i rynkowych, które będą wspierać rozwój sektora oraz budować zaufanie do polskiego miodu.
Polska to kraj sokiem jabłkowym płynący. Jabłka są ulubionym owocem Polaków (aż 9 na 10 rodaków deklaruje ich regularne spożycie), a sok jabłkowy po raz kolejny znalazł się w top 3 naszych ulubionych smaków soków. Jabłka to także cenny surowiec dla naszego przemysłu przetwórczego – polskie soki jabłkowe, zarówno zagęszczone, jak i niezagęszczone to ważny towar eksportowy Polski. My Polacy także doceniamy nasze rodzime soki – wg ostatniego badania konsumenckiego zrealizowanego przez Stowarzyszenie KUPS, aż 73% respondentów deklaruje, że polskie pochodzenie produktu ma dla nich istotne znaczenie.
W mediach zawrzało od doniesień o rzekomej „wojnie z pszczelarstwem”. Czy pszczoła miodna naprawdę stała się wrogiem Ministerstwa Klimatu? Eksperci i przedstawiciele branży zabierają głos, obalając fake newsy i wskazując na zupełnie inny, znacznie poważniejszy problem: w Polsce mamy rekordową liczbę pszczół, przy ograniczonej bazie pokarmowej.
W tytule nie ma błędów – to śląskie określenie konsystencji syropów z firmy „Grajfka”. Nazwa manufaktury także nawiązuje do śląskiej kultury i oznacza przedsięwzięcie jako zręczne, uzdolnione, realizowane z talentem, „mające grajfka”. A „kreple” to pączki.
Tegoroczny sezon pszczelarski rozpoczął się wyjątkowo wymagająco, a pierwsze miesiące nie przynoszą powodów do optymizmu. Chłodny kwiecień, nocne przymrozki oraz utrzymująca się susza znacząco ograniczyły dostępność pożytków dla pszczół. W efekcie już dziś obserwuje się niższą aktywność rodzin pszczelich oraz pogarszające się prognozy zbiorów miodu. W tle problemów pogodowych coraz wyraźniej wybrzmiewa jednak szersza dyskusja o kondycji środowiska i przyszłości zapylaczy. Coraz częściej pojawia się pytanie, czy w Polsce zaczyna brakować stabilnej bazy pokarmowej nie tylko dla dzikich owadów, lecz także dla samej pszczoły miodnej.
Po trudnym tegorocznym sezonie polski rynek miodu znalazł się w nowej sytuacji: coraz większym problemem nie jest już sprzedaż zapasów, ale dostępność krajowego surowca. Skupy szukają miodu i podnoszą ceny, jednak branża wskazuje, że tegoroczne zbiory są zbyt małe, by odpowiedzieć na całe zapotrzebowanie rynku.
Od lat powtarzano, że miodu nie wolno dodawać do gorącej herbaty, bo temperatura powyżej 40–42°C rzekomo niszczy jego wartości odżywcze. Jednak badania naukowe z Polski i z zagranicy dowodzą, że miód zachowuje swoje właściwości w wysokiej temperaturze, a w niektórych przypadkach może działać nawet intensywniej. Polska Izba Miodu obala powszechny mit.
Większość Polaków ocenia miód przede wszystkim po etykiecie. „Polski”, „odmianowy” i „droższy” wciąż pozostają dla konsumentów najważniejszymi sygnałami jakości. Tymczasem najnowsze badania Polskiej Izby Miodu pokazują, że rzeczywista wartość produktu często nie idzie w parze z prostymi skojarzeniami.
W Sejmie w ubiegłym tygodniu odbyło się posiedzenie Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi poświęcone sytuacji na rynku produktów pszczelarskich. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele administracji państwowej, agencji rolnych, instytutów badawczych, organizacji pszczelarskich i przetwórczych, a także reprezentanci Polskiej Izby Miodu. Obrady, w których uczestniczył wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak -dobrze znający realia branży - miały charakter merytoryczny i momentami bardzo dynamiczny, ale po raz pierwszy od dawna umożliwiły wielostronną, konstruktywną wymianę opinii na temat wyzwań stojących przed sektorem pszczelarskim.
„Róże pachną zawodowo” – znane stwierdzenie Stanisław Leca należy rozbudować i powiedzieć, że róże owocowe niosą zdrowie. Badaniem tego zagadnienia zajął się inż. Ernest Michalski jeszcze w latach siedemdziesiątych i swoje starania skupił na odmianie Rosa rugosa.
Rok 2026 może okazać się momentem przełomowym dla całej branży pszczelarskiej i dla konsumentów. Po wyjątkowo trudnym sezonie 2025, gdy zbiory miodu spadły niemal o połowę, rynek uczy się funkcjonować w nowej rzeczywistości niedoboru, rosnących kosztów i zmieniającego się prawa. Z jednej strony mamy kryzys produkcyjny, z drugiej prawdziwą rewolucję regulacyjną. Wszystko to sprawia, że każdy słoik miodu będzie wkrótce czytany znacznie uważniej niż dotąd.
W Święta wszystko ma swój rytm. Zapachy pojawiają się wcześniej niż potrawy, wspomnienia wracają szybciej niż goście, a smaki choć dobrze znane co roku wydają się trochę inne. Wśród nich jest jeden, który od wieków towarzyszy świątecznemu stołowi, choć rzadko się o nim mówi wprost. Miód. Składnik niepozorny, ale niezastąpiony. Cichy bohater Bożego Narodzenia.
Żyjemy w świecie, w którym bez wahania kupujemy telefony z Chin, buty z Wietnamu czy przyprawy i ryż z Indii. Na półkach bez kontrowersji goszczą herbata ze Sri Lanki, kawa z Wietnamu, owoce morza z Tajlandii czy sos sojowy z Japonii. To wszystko kupujemy z zaufaniem i cieszymy się z jakości oraz dostępności zakupów. Wyjeżdżamy na wakacje do Egiptu czy Turcji, ale kiedy na sklepowej półce pojawia się słoik miodu z innego kraju, nagle włącza się podejrzliwość. Czy naprawdę jest się czego bać?